Asia Ryćko-Bożeńska

100% wolności – odpowiedzialność za siebie

Tyl­ko ja sama mogę wpły­nąć na moje oso­bi­ste szczę­ście i zdro­wie. To ja mam stu­pro­cen­to­wą odpo­wie­dzial­ność za sie­bie, za moje samo­po­czu­cie, za nastro­je, za to, czym się zaj­mu­ję, z kim się spo­ty­kam, jaki­mi ludź­mi się ota­czam.

Każ­dy czło­wiek ma sto pro­cent wol­no­ści. Wiem, że to może brzmieć kon­tro­wer­syj­nie, ale czu­ję, że tak jest. W każ­dej sytu­acji mamy moż­li­wość doko­nać dowol­ne­go wybo­ru. Każ­dy wybór będzie się wią­zał z okre­ślo­ny­mi kon­se­kwen­cja­mi. Cza­sem moż­na je prze­wi­dzieć, a cza­sem nie. Wybór i wol­ność jed­nak są zawsze.

Ktoś powie: „Ale ja prze­cież nie mogę, bo…”.
Otóż nie. Możesz, tyl­ko nie chcesz, bo nie chcesz decy­do­wać się na okre­ślo­ne kon­se­kwen­cje. Ty wybie­rasz.

Język niewolnika?*

W moim języ­ku zamie­niam sło­wa takie jak: „powin­nam”, „trze­ba”, „muszę” na inne wyra­że­nia typu: „chcę”, „potrze­bu­ję”, „decy­du­ję się”. Zmia­na tyl­ko takie­go małe­go słów­ka powo­du­je sil­ną zmia­nę w myśle­niu, bo trze­ba przy­znać się przed sobą, że to z powo­du wła­snych wybo­rów czu­ję się tak, jak się czu­ję. W ten spo­sób przej­mu­ję odpo­wie­dzial­ność za moje decy­zje, nie sta­wia­jąc sie­bie w pozy­cji ofia­ry.

Pisząc o tym tema­cie czu­ję**, że war­to wspo­mnieć o oddzie­la­niu fak­tów od ocen. Fak­ty to jest to, co dzie­je się dooko­ła, one są takie, jakie są, żad­ne inne, ani dobre, ani złe. Sta­ją się czę­ścią pew­nych łań­cu­chów przy­czy­no­wo-skut­ko­wych, któ­re na pew­nych eta­pach, jeśli się tego chce, mogą być postrze­ga­ne (to już jest subiek­tyw­na oce­na) jako pozy­tyw­ne lub nega­tyw­ne, jed­nak w osta­tecz­nym roz­ra­chun­ku nigdy nie wia­do­mo, czy coś, co z począt­ku wyda­je się być nega­tyw­ne, fak­tycz­nie takie pozo­sta­nie. Wyda­rze­nia, któ­re w pierw­szym odru­chu dzia­ła­ją na nas przy­tła­cza­ją­co, mogą chwi­lę póź­niej pobu­dzić nas do inten­syw­nej pra­cy i dzia­ła­nia. Wszyst­ko pły­nie i się zmie­nia, więc war­to, moim zda­niem, nie przy­wią­zy­wać się do ocen pew­nych sytu­acji.

Moc takie­go nie­oce­nia­nia oso­bi­ście odczu­wam coraz inten­syw­niej, wcho­dząc głę­biej i głę­biej. Im mniej się oce­nia, tym łatwiej podej­mo­wać decy­zje. Nie­któ­re z nich sta­ją się oczy­wi­ste, gdy prze­sta­ję zasta­na­wiać się cho­ciaż­by nad tym, co pomy­ślą inni, albo przede wszyst­kim… co powie­dział­by mój wewnętrz­ny kry­tyk (a ten to potra­fi!).

* Okre­śle­nie wymy­ślo­ne przez moje­go Tatę Mar­ka.
** Odru­cho­wo chcia­łam napi­sać: „nie moż­na nie wspo­mnieć o…” – cały czas ćwi­czę :-)

Klucz do szczęścia?

Tyle teo­rii, któ­ra w dużym stop­niu wyni­ka rów­nież już z moje­go oso­bi­ste­go doświad­cze­nia. Wie­le się zmie­ni­ło w moim życiu. W ostat­nich tygo­dniach szcze­gól­nie moc­no poczu­łam, że mam jesz­cze dużo do zro­bie­nia w tema­cie prze­ję­cia 100% odpo­wie­dzial­no­ści za swo­je samo­po­czu­cie. Mam spo­re oba­wy. Część opo­rów wyni­ka z wygo­dy. Jeśli jed­nak napraw­dę chcę dotrzeć do peł­ni szczę­ścia, czu­ję, że to jest jej skła­do­wą. Waż­ne jest, żeby poczuć całym sobą, czy to „napraw­dę” nas doty­czy. Cza­sem cele nie są nasze, wbrew pozo­rom.

W każ­dym momen­cie moż­na zde­cy­do­wać się na per­spek­ty­wę 100% odpo­wie­dzial­no­ści za sie­bie. Zapa­da­jąc się od wie­lu tygo­dni w ponu­re nastro­je, też moż­na pod­jąć decy­zję o zaprze­sta­niu sta­wia­nia się w roli ofia­ry. Ulgę odczu­wa się natych­miast. Poja­wia się moc. Zmie­nia się też postrze­ga­nie nas przez oto­cze­nie.

Wytrwałość…

War­to przy tym pamię­tać, że mimo pod­ję­cia decy­zji, sta­re nawy­ki myślo­we mogą domi­no­wać. Mi się czę­sto nie uda­wa­ło utrzy­my­wać takie­go sta­nu per­ma­nent­nie. Pamię­taj jed­nak, że każ­da sekun­da, gdy to uczu­cie przy­wo­łasz, jest już suk­ce­sem. A świa­do­mość, że zmia­na per­spek­ty­wy jest w ogó­le moż­li­wa, jest bar­dzo budu­ją­ca. Resz­ta to wytrwa­łość, czas (!), i wra­ca­nie do tej świa­do­mo­ści, gdy tyl­ko to jest potrzeb­ne. Nie­waż­ne, jak czę­sto się upa­da, ale czy się za każ­dym razem wsta­je.

A piszę to dzi­siaj, bo wła­śnie nastą­pił moment, że zwąt­pi­łam w sie­bie i potrze­bo­wa­łam sobie przy­po­mnieć, że cała potrzeb­na moc jest we mnie. Nawet bli­żej niż na wycią­gnię­cie ręki.

Podaj dalej:

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on whatsapp
Share on pocket
Share on email

Chcesz dostawać powiadomienia o nowych artykułach na blogu?

Dołącz do newslettera!

Przewiń do góry