2012-07-29 ⋅ Codziennośćbrak komentarzy

Ten wpis mógł­by zakoń­czyć się na samym tytu­le, bo jest nie­ja­ko samo­tłu­ma­czą­cy się. Dotar­ło do mnie, że więk­szość moich pro­ble­mów wyni­ka z tego, że jestem zbyt ambit­na. Zada­łam sobie pyta­nie: co by było, gdy­bym zamiast cią­głej wal­ki o per­fek­cjo­nizm, była po pro­stu wystar­cza­ją­co dobra? O ile więk­szą ulgę bym czu­ła? Ile wię­cej bym osią­gnę­ła? Też tak masz?

Nie znam jesz­cze odpo­wie­dzi na te pyta­nia, jed­nak posta­no­wi­łam się z Wami tym tema­tem podzie­lić już teraz. Może komuś też – tak jak mnie dzi­siaj – zapa­li się lamp­ka ostrze­gaw­cza po prze­czy­ta­niu tych kil­ku zdań.

Przede wszystkim: Może być lekko!

Intu­icja pod­po­wia­da mi, że bycie wystar­cza­ją­co dobrym jest pro­ste. Na pew­no znacz­nie prost­sze niż dąże­nie do per­fek­cjo­ni­zmu. Czu­ję wiel­ki kamień spa­da­ją­cy mi z ser­ca na myśl o tym, że nie muszę niko­mu udo­wad­niać 100% fan­ta­stycz­no­ści w każ­dej dzie­dzi­nie życia.

Niko­mu – ale przede wszyst­kim sobie! Praw­da jest taka, że więk­szo­ści ludzi nie inte­re­su­je nasze bycie per­fek­cjo­ni­sta­mi, a my sami jeste­śmy dla sie­bie prze­waż­nie naj­więk­szy­mi kry­ty­ka­mi.

Bycie wystar­cza­ją­co dobrym nie wyklu­cza bycia ambit­nym i dawa­nia z sie­bie wszyst­kie­go w pew­nych sytu­acjach. Odczu­wam to tak, że ambi­cję moż­na „zaprząc” do pomo­cy wte­dy, kie­dy słu­ży to danej spra­wie czy ludziom – jed­nym sło­wem wte­dy, kie­dy jest to wła­ści­we.

I znowu gimnastyka umysłowa!

Nie wiem jesz­cze, w jaki spo­sób per­ma­nent­nie zmie­nić nawy­ki myślo­we tak, żeby moja ambi­cja mnie nie spa­la­ła, jak robi to w tej chwi­li. Nie wiem, jak zauwa­żać, kie­dy to robi. Wyda­je mi się jed­nak, że – jak w wie­lu kwe­stiach – pomo­że tu uważ­ność.

Już jakiś czas temu stwier­dzi­łam, że każ­da sekun­da w moim życiu, pod­czas któ­rej się uśmie­cha­łam, jest jed­ną sekun­dą wię­cej w moim życiu, pod­czas któ­rej się uśmie­cha­łam. :-)

Kie­dyś mia­łam zale­co­ne pew­ne ćwi­cze­nie od fizjo­te­ra­peut­ki. Mia­łam ćwi­czyć przy każ­dej moż­li­wej oka­zji. Żeby o tym łatwiej pamię­tać, zapro­po­no­wa­ła ona meto­dę z czer­wo­ny­mi punk­ta­mi, wrę­cza­jąc mi kil­ka takich wła­śnie nakle­jek. Mia­łam nanieść je na miej­sca, na któ­re czę­sto spo­glą­dam w cią­gu dnia – lustro, komór­ka, ekran moni­to­ra itp. Za każ­dym razem patrząc na czer­wo­ną krop­kę mia­łam wyko­nać to ćwi­cze­nie. Spraw­dzi­ło się to rewe­la­cyj­nie.

Wpraw­dzie po jakimś cza­sie się do kro­pek przy­zwy­cza­iłam i prze­sta­łam na nie zwra­cać uwa­gę, ale zadzia­ła­ło przez wystar­cza­ją­co dłu­gi okres, żeby osią­gnąć popra­wę.

Wyjdź z pudełka! ?

Krop­ki nie muszą być krop­ka­mi i nie muszą być czer­wo­ne??, rów­nie dobrze mogą to być bia­łe owiecz­ki ??, czy tęczo­we jed­no­roż­ce ??, albo jakie­kol­wiek inne naklej­ki nie­wiel­kich roz­mia­rów. Myślę, że meto­da może być cał­kiem sku­tecz­na.

Roz­wa­ża­łam jesz­cze jakieś inne meto­dy na przy­po­mi­na­nie – ple­cio­na bran­so­let­ka na rękę albo zmy­wal­ny tatu­aż na nad­garst­ku. Teraz wymy­śli­łam jesz­cze przy­po­mnie­nie w komór­ce, ale to mogło­by być na dłuż­szą metę uciąż­li­we. Myślę, że kolo­ro­we kar­tecz­ki w róż­nych miej­scach domu, przy­po­mi­na­ją­ce o uśmie­chu i wylu­zo­wa­niu (albo z dowol­ny­mi inny­mi afir­ma­cja­mi) też mogło­by cał­kiem faj­nie zdać egza­min.

A może Ty masz jakiś pomysł na to, jak sobie przy­po­mi­nać o nowych nawy­kach myślo­wych?

%d bloggers like this: