2014-10-26 ⋅ Nowe technologiebrak komentarzy

Zacznij czy­ta­nie tego arty­ku­łu od zapa­rze­nia sobie kawy lub her­ba­ty, bo „jest co czy­tać”. :)  Jeśli nie ogar­niasz już, jakie masz pły­ty czy mp3, bra­ku­je Ci inspi­ra­cji, cze­go słu­chać, albo chcesz zmi­ni­ma­li­zo­wać swo­je zbio­ry do esen­cji, to ten arty­kuł jest dla Cie­bie. Pisa­łam go wpraw­dzie w roku 2014 (dziś jest począ­tek lip­ca 2017); od tam­tej pory powsta­ło wie­le narzę­dzi udo­stęp­nia­ją­cych muzy­kę na podob­nej zasa­dzie, jed­nak nadal temat jest aktu­al­ny. Zobacz, jak wyglą­da moja cyfro­wa kolek­cja muzy­ki w Spo­ti­fy i jak okro­iłam ją do lek­kie­go mini­mum.

Z czym zaczynałam?

Moje zbio­ry muzycz­ne rosły i rosły. Jesz­cze kil­ka­na­ście lat temu wybór i prze­gląd mojej muzy­ki był bar­dzo pro­stym zada­niem. Wie­dzia­łam, co mam, cze­go słu­cham, co lubię, na co mam ocho­tę w danym momen­cie. Wszyst­kie nagra­nia mia­łam na kase­tach i pły­tach CD. Zdo­by­cie nowych nie było takim try­wial­nym zada­niem.

W mię­dzy­cza­sie moja kolek­cja muzycz­na roz­ro­sła się do takich roz­mia­rów, że prze­sta­łam słu­chać muzy­ki w ogó­le! Gdy zaglą­da­łam do moje­go iTunes’a, nie wie­dzia­łam, co wybrać! W mojej biblio­te­ce było dokład­nie 7780 pli­ków, zaj­mu­ją­cych pra­wie 60 GB dys­ku. Doszłam do momen­tu, w któ­rym nie pano­wa­łam nad moimi zbio­ra­mi. Było ich po pro­stu za dużo!

Dotychczasowe źródła muzyki

Pocho­dze­nie pli­ków w biblio­te­ce było bar­dzo róż­ne. W okre­sie moje­go dzie­ciń­stwa temat praw autor­skich w ogó­le nie był tak roz­po­wszech­nio­ny tak, jak teraz. Źró­dła­mi cyfro­wej muzy­ki w ostat­nich latach były pli­ki MP3 zgry­wa­ne z moich płyt. W ten spo­sób wygod­niej ich było słu­chać. Ponad­to mia­łam w swo­jej kolek­cji róż­ne inspi­ra­cje od zna­jo­mych, muzy­kę pod­rzu­co­ną na jakiejś impre­zie, aż po utwo­ry zaku­pio­ne w skle­pie iTu­nes.

Wpraw­dzie tagi ID3, czy­li dane opi­su­ją­ce moje pli­ki muzycz­ne (jak wyko­naw­ca, tytuł, tytuł pły­ty, rok wyda­nia itp.), były w jako takim porząd­ku, ale to nie poma­ga­ło.

Rewolucja w dystrybucji muzyki

Wszy­scy zna­my powie­dze­nie, że naj­bar­dziej lubi­my to, co już zna­ne. Są oso­by, któ­re bar­dzo lubią odkry­wać nowo­ści muzycz­ne, jed­nak ja jestem dość opor­na w tym tema­cie. Może to część całe­go infor­ma­tion over­lo­ad – prze­ła­do­wa­nia infor­ma­cyj­ne­go dzi­siej­szych cza­sów. Nie­raz dener­wo­wa­łam się, że muszę kupić (i słu­chać!) całą pły­tę, żeby posiąść jeden, ulu­bio­ny utwór.

W tej chwi­li ta sytu­acja się zmie­ni­ła, dzię­ki moż­li­wo­ści zaku­pu muzy­ki onli­ne. Moż­na kupo­wać nie tyl­ko całe pły­ty, ale też poje­dyn­cze utwo­ry.

Jed­nak to nie wszyst­ko. Dzię­ki usłu­gom takim jak Spo­ti­fy czy Muzy­ka Google Play* moż­na za nie­wy­so­ką, sta­łą mie­sięcz­ną opła­tą** bez ogra­ni­czeń słu­chać muzy­ki dostęp­nej w ramach tych usług.

* Dopi­sek 3.07.2017: W mię­dzy­cza­sie ser­wi­sy z muzy­ką w posta­ci tzw. stre­amin­gu sta­ły się bar­dzo popu­lar­ne, jest ich znacz­nie wię­cej. Z dużych kon­cer­nów dołą­czył rów­nież Apple Music.

** Spo­ti­fy: 19,99 zł mie­sięcz­nie za sub­skryp­cję Pre­mium, 29,99 zł mie­sięcz­nie za abo­na­ment rodzin­ny; jest rów­nież model bez­płat­ny, ogra­ni­czo­ny i prze­ry­wa­ny rekla­ma­mi

Moje mini­ma­li­stycz­na dusza zachwy­ci­ła się tą moż­li­wo­ścią. Nie muszę już przy­wią­zy­wać się do tysię­cy utwo­rów, gdy chcę posłu­chać jakie­goś z nich raz na kil­ka mie­się­cy czy lat. Mogę bez ogra­ni­czeń odkry­wać nową albo daw­no zapo­mnia­ną muzy­kę. Mogę pod­glą­dać, cze­go słu­cha­ją moi zna­jo­mi (jeśli udo­stęp­nią te infor­ma­cje w swo­ich usta­wie­niach) i sub­skry­bo­wać ich play­li­sty. Z taki­mi moż­li­wo­ścia­mi słu­cha­nie muzy­ki nabie­ra dla mnie zupeł­nie inne­go wymia­ru!

Roz­ma­wia­łam na ten temat ostat­nio rów­nież z Kami­lem, któ­ry zain­spi­ro­wał mnie, mówiąc, że jak znu­dzi mu się dany utwór, to po pro­stu usu­wa go z play­li­sty i zara­zem biblio­te­ki muzycz­nej.

Prawa autorskie i wdzięczność

Nie mniej dla mnie waż­nym argu­men­tem za takim mode­lem dostę­pu do utwo­rów muzycz­nych jest prze­strze­ga­nie praw autor­skich. Przed 20–25 laty temat nie ist­niał. W tej chwi­li jed­nak świa­do­mość coraz bar­dziej rośnie i pra­wo się zmie­nia. Ja nato­miast sama bar­dzo moc­no czu­ję, jak waż­na jest wymia­na ener­gii i oka­zy­wa­nie wdzięcz­no­ści.

Jeśli ktoś wkła­da dłu­gie godzi­ny pra­cy nad jakimś utwo­rem, żebym mogła z nie­go czer­pać potem przy­jem­ność czy inne korzy­ści, to chcę taką oso­bę za to wyna­gro­dzić. Jako, że na ten moment głów­ną ludz­ką walu­tą są pie­nią­dze, a nie np. bar­ter (wymia­na usług), to model sub­skryp­cyj­ny jest – z moje­go punk­tu widze­nia – bar­dzo dobrym roz­wią­za­niem.

Po prze­ana­li­zo­wa­niu tego mode­lu wnio­sek był więc pro­sty: mogę pozbyć się więk­szo­ści prze­cho­wy­wa­nych prze­ze mnie utwo­rów i prze­siąść się na muzy­kę z Inter­ne­tu!

Korzyści z modelu subskrybcyjnego

Prze­wi­dy­wa­nych korzy­ści było przy­naj­mniej kil­ka:

  • wol­ność w wybo­rze muzy­ki do słu­cha­nia (nie­przy­wią­zy­wa­nie się)
  • zwol­nie­nie cen­ne­go miej­sca na dys­ku (obec­nie dys­ki są wpraw­dzie tanie, jed­nak pre­fe­ru­ję rów­nież w tym wzglę­dzie porzą­dek i mini­ma­lizm)
  • dostęp do nie­mal nie­ogra­ni­czo­nych muzycz­nych zaso­bów z całe­go świa­ta
  • swo­bod­ne budo­wa­nie play­list, bez ogra­ni­cza­nia się do całych albu­mów
  • moż­li­wość inspi­ro­wa­nia się muzy­ką od zna­jo­mych (jestem w tym wpraw­dzie nie­co opor­na, jed­nak wiem, czy­je gusta muzycz­ne odpo­wia­da­ją moim, i to jest cza­sem pomoc­ne w wyszu­ki­wa­niu nowo­ści)
  • dodat­ko­wą korzy­ścią jest mobil­ność – dostęp do mojej peł­nej biblio­te­ki muzycz­nej na dowol­nym urzą­dze­niu, rów­nież do utwo­rów doda­wa­nych prze­ze mnie lokal­nie na lap­to­pie!

To nawet nie są wszyst­kie korzy­ści, a już widać, jak bar­dzo zmie­nia­ją one moż­li­wo­ści w sto­sun­ku do kolek­cji mp3 na lokal­nym dys­ku czy płyt na rega­le.

Nie było więc się dłu­żej nad czym zasta­na­wiać. Posta­no­wi­łam oczy­ścić moją cyfro­wą kolek­cję muzy­ki i prze­nieść się w cało­ści do Spo­ti­fy.

Pora na remanent!

Całą pro­ce­du­rę zaczę­łam od sta­ran­ne­go prze­my­śle­nia kry­te­riów, według któ­rych dzie­li­łam utwo­ry z dotych­cza­so­wej biblio­te­ki w iTu­nes. Usta­li­łam, że:

  • zosta­ją utwo­ry:
    • któ­re ze wzglę­du na niszo­wość nie są łatwo dostęp­ne w innych źró­dłach typu Spo­ti­fy czy YouTu­be
    • takie, któ­re mają dla mnie wyjąt­ko­wą war­tość sen­ty­men­tal­ną i któ­rych bym ogrom­nie żało­wa­ła, nie mogąc ich z jakie­go­kol­wiek powo­du słu­chać w przy­szło­ści z innych źró­deł (sicher ist sicher)
    • czę­ścio­wo takie, do któ­rych mam ory­gi­nal­ne pły­ty CD (ale nie jest to sta­ła regu­ła)
    • pole­co­ne przez zna­jo­mych war­to­ścio­we utwo­ry, któ­rych nie moż­na zdo­być z innych źró­deł
    • nie­ty­po­we nagra­nia takie, jak: wykła­dy ze stu­diów, zgra­ne z ory­gi­nal­nych płyt wykła­dy mistrzów zen, waż­ne audio­bo­oki
    • gene­ral­nie: utwo­ry pod­no­szą­ce ener­gię (wska­zów­ką jest, czy lubię do nich tań­czyć lub je śpie­wać :D), nato­miast wolę w mia­rę moż­li­wo­ści ozna­czyć je w Spo­ti­fy i tam odsłu­chi­wać
  • wyrzu­cam:
    • masy nie­zna­nych mi utwo­rów, wyko­naw­ców, albu­mów i play­list, któ­re dosta­łam od róż­nych zna­jo­mych przy róż­nych oka­zjach – nie było szans, żebym wszyst­kie odsłu­cha­ła i zde­cy­do­wa­ła, czy je zacho­wać, czy nie
    • natych­miast lecą utwo­ry obni­ża­ją­ce ener­gię – wszel­kie smu­ty, melan­cho­lie, sen­ty­men­ty itd.; kie­dyś to było pięk­ne i mod­ne, lan­so­wa­nie się na emo, jed­nak teraz wybie­ram pod­no­sze­nie sobie ener­gii i radość życia, a na trud­niej­sze, smut­niej­sze chwi­le, po pro­stu coś dla relak­su, ale nie obni­ża­ją­ce­go nastrój jesz­cze bar­dziej
    • pli­ki źle opi­sa­ne, gdzie nie wia­do­mo, co jest czym cze­go
    • pli­ki, co do któ­rych nie koja­rzę, nie pamię­tam, nie wiem, na ile mam pra­wo je posia­dać – ze wzglę­du na prze­strze­ga­nie praw autor­skich
    • to, co jest cie­ka­we, faj­ne, co lubię, ale bez pro­ble­mu znaj­du­ję w innych źró­dłach typu Spo­ti­fy

moja nowa cyfrowa kolekcja muzyki w Spotify

W wyni­ku rema­nen­tu pli­ków zosta­ło w sumie 740 (9,5% pier­wot­nej licz­by) i zaj­mu­ją one 7,9 GB (13% pier­wot­nej obję­to­ści). Na koniec przej­rza­łam jesz­cze całą listę i upew­ni­łam się, że jestem zado­wo­lo­na z efek­tu, ale nie było ani jed­ne­go nad­mia­ro­we­go pli­ku. W tej chwi­li potra­fię ziden­ty­fi­ko­wać każ­dy naj­mniej­szy utwór i uza­sad­nić, dla­cze­go go zacho­wa­łam.

Wszyst­kie utwo­ry prze­nio­słam do Spo­ti­fy i upo­rząd­ko­wa­łam w play­li­stach. Ozna­cza to, że w 100% zre­zy­gno­wa­łam na ten moment z korzy­sta­nia z iTu­nes (któ­rych uży­wa­łam od począt­ku mojej przy­go­dy z Apple, czy­li grud­nia 2005, i bar­dzo je sobie chwa­li­łam).

Playlisty

Utwo­rzy­łam trzy play­li­sty, któ­re lubię słu­chać naj­bar­dziej. Dwie z nich udo­stęp­niam poni­żej, trze­cia jest jesz­cze „nie­doj­rza­ła”, ale może­cie ją zasub­skry­bo­wać, jak już będzie bar­dziej roz­bu­do­wa­na. (Dopi­sek z 3.07.2017: trze­cia z tych list osta­tecz­nie nie powsta­ła, zastą­pi­łam ją róż­ny­mi goto­wy­mi dostar­cza­ny­mi przez Spo­ti­fy, np. Deep Focus czy The Pia­no Bar)

Na koń­cu arty­ku­łu znaj­dziesz przy­cisk śle­dze­nia mnie na Spo­ti­fy. Możesz zaj­rzeć na mój pro­fil i obser­wo­wać play­li­sty, któ­re Ci się podo­ba­ją.

Dodam jesz­cze, że kolej­ność utwo­rów w pre­zen­to­wa­nych prze­ze mnie play­li­stach jest przy­pad­ko­wa. Prze­waż­nie włą­czam albo odtwa­rza­nie loso­we albo wręcz tzw. „Radio na pod­sta­wie play­li­sty”, czy­li utwo­ry z niej oraz utwo­ry podob­ne. Wyświe­tla­ne poni­żej play­li­sty zawie­ra­ją mak­sy­mal­nie 200 utwo­rów – to ogra­ni­cze­nie dla tych wid­ge­tów narzu­co­ne przez Spo­ti­fy. W samym pro­gra­mie play­li­sty mogą być dłuż­sze.

Energizing

Pierw­sza i naj­waż­niej­sza dla mnie play­li­sta to ta, któ­ra codzien­nie popra­wia mi humor. To wszel­kie utwo­ry, któ­re popra­wia­ją mi nastrój i pod­no­szą ener­gię. Prze­krój utwo­rów jest sze­ro­ki, bo jest to zarów­no muzy­ka pop, jak i bęb­ny czy inne gatun­ki, ale sku­pia się wokół muzy­ki ryt­micz­nej.

Słu­cham tych utwo­rów przede wszyst­kim rano, żeby się obu­dzić, gdy sprzą­tam i gdy jadę na rowe­rze (jed­nak wte­dy bar­dzo uwa­żam na gło­śność, żeby dobrze sły­szeć odgło­sy oto­cze­nia). Cza­sem też włą­czam ją sobie tak po pro­stu i tań­czę po poko­ju.

Sing! Sing!

Dru­ga play­li­sta to ta, któ­ra zawie­ra utwo­ry chęt­nie prze­ze mnie śpie­wa­ne lub nuco­ne, oraz takie, mają­ce poten­cjał na przy­szłość w tym tema­cie. Wie­le z tych utwo­rów śpie­wa­łam i gra­łam na gita­rze w liceum. (Mar­ta, jeśli to czy­tasz, mam nadzie­ję na wzno­wie­nie nie­dłu­go!) Ta play­li­sta nie jest jesz­cze tak doj­rza­ła i roz­bu­do­wa­na jak pierw­sza. (Dopi­sek 3.07.2017: W mię­dzy­cza­sie mam na tej liście pra­wie 200 utwo­rów, jest co śpie­wać ;-).) Czę­ścio­wo zawie­ra utwo­ry jesz­cze do przej­rze­nia. Nie­któ­re są zbyt smęt­ne i zamie­rzam je jesz­cze usu­nąć.

W prze­ci­wień­stwie do pierw­szej play­li­sty, ta zawie­ra już total­nie pełen prze­krój sty­lów muzycz­nych, od poezji śpie­wa­nej po grun­ge przez soul itp. To wszyst­ko to pio­sen­ki, przy któ­rych moja dusza śpie­wa. Coś w niej jest przy nich poru­sza­ne, jakaś stru­na. O ile „Ener­gi­zing” pobu­dza ener­gię, to „Sing! Sing!” pobu­dza emo­cje.

Background

Trze­cia ulu­bio­na play­li­sta to „Back­gro­und”. Utwo­rzy­łam ją jed­nak dopie­ro wczo­raj i zawie­ra na ten moment tyl­ko Pata Methe­ny-ego. Jest to muzy­ka, któ­ra dobrze nada­je się do tego, by być tłem. Do pra­cy, do roz­mów, do innych zajęć. Dla mnie jest waż­ne, że nie jest dla mnie pobu­dza­ją­ca. Ze wzglę­du na moją muzy­kal­ność, nie mogę usie­dzieć spo­koj­nie, jeśli muzy­ka jest tanecz­na lub sprzy­ja śpie­wa­niu. Nie mogę się wte­dy sku­pić na pra­cy. Na tej play­li­ście jest miej­sce na utwo­ry bez linii śpie­wu, muzy­kę poważ­ną, instru­men­tal­ną itp.

Inne playlisty

Pozo­sta­łe play­li­sty są pry­wat­ne (nie­udo­stęp­nio­ne sub­skry­ben­tom). Są przy­dzie­lo­ne tema­tycz­nym fol­de­rom. Zacho­wa­łam tam tak­że publicz­ne play­li­sty udo­stęp­nio­ne przez Spo­ti­fy (to też jed­na z zalet tej usłu­gi). Ze wzglę­du na moje zain­te­re­so­wa­nia moż­na zna­leźć wśród nich spo­ro muzy­ki i nagrań relak­sa­cyj­nych oraz medy­ta­cyj­nych, ale jest też tzw. „muzy­ka świa­ta” i kil­ka ulu­bio­nych sound­trac­ków.

Screen Shot 2014-10-26 at 02.56.24

Podsumowanie remanentu muzycznego

Na ten moment to z grub­sza tyle. Przede mną jesz­cze przej­rze­nie fizycz­nych zaso­bów: płyt winy­lo­wych, kaset magne­to­fo­no­wych i CD. To będzie kolej­ny, jed­nak dość pro­sty etap, bo nie jest tego bar­dzo dużo. Dodam jesz­cze, że odkąd zro­bi­łam porząd­ki, słu­cham muzy­ki nie­mal non-stop. Ogrom­ną radość spra­wia mi też odkry­wa­nie daw­no zapo­mnia­nych utwo­rów, któ­re kie­dyś bar­dzo lubi­łam. Rze­czy­wi­stość nabra­ła dla mnie nowe­go wymia­ru.

Tym­cza­sem zapra­szam Cię bez­po­śred­nio na mój pro­fil – zobacz, jak wyglą­da moja cyfro­wa kolek­cja muzy­ki w Spo­ti­fy. Możesz mnie śle­dzić i sub­skry­bo­wać udo­stęp­nio­ne prze­ze mnie publicz­ne play­li­sty.

Chęt­nie zoba­czę, jakiej Ty słu­chasz muzy­ki i jak ją sobie upo­rząd­ko­wa­łaś lub upo­rząd­ko­wa­łeś. Będę się cie­szyć, jeśli podzie­lisz się swo­imi meto­da­mi na orga­ni­za­cję zaso­bów audio w komen­ta­rzach na dole albo w social media.

%d bloggers like this: