2017-08-24 ⋅ Codzienność10 komentarzy

Dla­cze­go mija trze­ci tydzień, kie­dy na blo­gu pust­ki, po tym, jak z wiel­kim hukiem go otwo­rzy­łam i pla­no­wa­łam pisać dwa razy w tygo­dniu? Po tym, jak opu­bli­ko­wa­łam dłu­gi arty­kuł, któ­ry przy­go­to­wy­wa­łam tydzień? Ten wpis nie będzie tłu­ma­cze­niem się.

Odkąd pamię­tam, mia­łam waha­nia nastrojów.

Kil­ka tygo­dni nie mam siły na nic, dzień jest wal­ką ze sobą, pró­bą prze­trwa­nia. Wszyst­ko nudzi, nic nie pory­wa, nie wzbu­dza sil­niej­szych emo­cji, rado­ści. Wędru­ję mię­dzy łóż­kiem, kana­pą i hama­kiem w ogro­dzie. Nie mam ocho­ty się z nikim spo­ty­kać. Nie mam siły na pra­cę. Zamiast kre­atyw­no­ści, czu­ję pust­kę. Miesz­ka­nie przy­po­mi­na pobo­jo­wi­sko. Wsty­dzę się wła­sne­go cienia.

To taki stan, w któ­rym wszyst­ko się wali, a czło­wiek nic nie może z tym zro­bić, bo wal­czy z samym sobą.

A potem nagle siła wra­ca, pra­cu­ję od rana do wie­czo­ra, sta­ję się kró­lo­wą pięk­no­ści i duszą towa­rzy­stwa. Pich­cę kil­ka razy dzien­nie, a moja kuch­nia błysz­czy od porząd­ku. Pro­duk­tyw­ność i kre­atyw­ność wzno­szą się na wyży­ny. Snu­ję wiel­kie pla­ny i mam cudow­ne wizje przyszłości.

Takie waha­nia są cza­sem męczą­ce, a przede wszyst­kim nieprzewidywalne.

Mogła­bym narze­kać, ale uczę się, jak uwzględ­niać te waha­nia w moim życiu tak, żeby prze­cho­dzić przez nie bez wyrzu­tów sumie­nia, wsty­du, czy dzia­łań prze­ciw­ko sobie samej.

To ostat­nie jest tu klu­czo­we. Spę­dzi­łam spo­rą część moje­go życia, nie będąc sobą. Pró­bu­jąc dosto­so­wać się do ocze­ki­wań innych, gdy – oczy­wi­ście – nie było to real­ne (ani zdro­we). Syn­drom „grzecz­nej dziewczynki”.

Pozwalam sobie

To moje nowe motto.

Dla wła­sne­go zdro­wia psychicznego.

Jest jesz­cze dru­ga stro­na meda­lu – odpo­wie­dzial­ność, zobo­wią­za­nia. Nie jest to łatwe, gdy nie ma się siły funk­cjo­no­wać, a do tego docho­dzą róż­ne fizycz­ne dole­gli­wo­ści (któ­rych aku­rat mam nie­ma­ło, nazbie­ra­ło się przez lata).

Bar­dzo zale­ży mi na tym, żeby dotrzy­my­wać dane­go sło­wa, dla­te­go czu­ję, że naj­lep­szą dro­gą dla mnie, wie­dząc, jak bywa, jest pla­no­wać. Wyko­rzy­sty­wać ener­gię, gdy jest, a robić sobie prze­rwę, gdy opa­dam z sił.

Dużo o tym roz­my­ślam ostatnio.

Prewencja

Od wie­lu lat mam czę­ścio­wy dochód pasyw­ny – kie­dyś był więk­szy, teraz jest raczej szcząt­ko­wy, ale prze­trwał 9 lat pra­wie bez pie­lę­gno­wa­nia. Zawsze poni­żej pła­cy mini­mal­nej, ale mimo to – pew­ny, comiesięczny.

Były cza­sy w moim życiu, kie­dy mnie rato­wał. Gdy kil­ka tygo­dni lub mie­się­cy nie byłam w sta­nie funk­cjo­no­wać (może kie­dyś będę w sta­nie o tym wię­cej opo­wie­dzieć, ale nie wiem jesz­cze, jakie są moje gra­ni­ce pry­wat­no­ści), a co dopie­ro pra­co­wać, było to dosko­na­łe zabezpieczenie.

Od wie­lu lat świa­do­mie nie decy­du­ję się na etat, mając prze­ko­na­nie, że nie słu­ży­ło­by to moje­mu zdro­wiu i że była­bym zbyt nieprzewidywalna.

Rów­nież pro­wa­dząc fir­mę, prze­ko­na­łam się, jak bar­dzo te waha­nia na nią wpły­wa­ją, i że błę­dem jest brnię­cie w aktyw­no­ści wyma­ga­ją­ce takiej samej ener­gii dzień w dzień.

Żyć po swojemu

Gdy na począt­ku tego roku prze­ży­łam zała­ma­nie ner­wo­we i przy­zna­łam się przed sobą samą, że tak dalej nie mogę żyć, że pora coś zmie­nić, przez trzy mie­sią­ce nic nie robi­łam. Dosłownie.

Moja dusza docho­dzi­ła do siebie.

Dużo myśla­łam i roz­ma­wia­łam z ludź­mi, szu­ka­jąc jakiejś dro­gi dla siebie.

Wiem teraz, że nie­za­leż­nie od tego, jaka jestem, naj­waż­niej­sze jest to, żeby zna­leźć spo­sób życia, któ­ry się dla mnie spraw­dza. Któ­ry pozwa­la mi na spo­kój ducha, zdro­wie, poczu­cie bezpieczeństwa.

I myślę, że to znalazłam.

Moje małe-wielkie imperium?

Zbu­do­wa­nie moje­go oso­bi­ste­go impe­rium*) tro­chę potrwa, jed­nak kil­ka dni temu poja­wi­ła mi się jasna, kla­row­na wizja tego, jakie ono ma być. Zaczy­na­jąc tego blo­ga mia­łam jako-taki plan, ale bez kon­kre­tów. Teraz poja­wi­ły się kon­kre­ty i… tro­chę nie wiem jesz­cze, jak je uporządkować!

*) Cytat z Agniesz­ki Kawu­li, któ­ra rów­nież ostat­nio budu­je swo­je oso­bi­ste impe­rium i bar­dzo mnie inspi­ru­je wier­no­ścią sobie. 💜

Opo­wia­da­łam o tym pół­to­ra tygo­dnia temu na Insta­Sto­ry – pew­nie kil­ko­ro z Was widzia­ło. Po jed­nym z cudow­nych masa­ży Lomi Lomi Nui, wła­śnie u Kawu­li (pole­cam!), dotar­ło do mnie, co jest moją niszą, co czy­ni mnie wyjątkową.

Spły­nął na mnie spokój.

Ale wciąż tkwi­łam w środ­ku fazy bra­ku ener­gii i nie dałam rady nic z tym zrobić.

Jak tyl­ko uło­żę sobie wię­cej w gło­wie, dowie­cie się o tym pierw­si. <3

To takie coś, co było we mnie zawsze, ale potrze­bo­wa­łam róż­nych trud­nych (i nie tyl­ko) doświad­czeń, żeby to do sie­bie dopuścić.

Odnaleźć światło w cieniu

Ostat­nio napi­sa­łam na jed­nej z grup face­bo­oko­wych o mojej depre­sji. Ktoś sko­men­to­wał, że życzy mi powo­dze­nia w wycho­dze­niu z niej, bo „szko­da mar­no­wać życie”. Wte­dy poczu­łam, że nie żału­ję ani jed­nej sekun­dy spę­dzo­nej z depre­sją. Bo to czas, w któ­rym naj­wię­cej dowie­dzia­łam się o sobie, naj­bar­dziej zbli­ży­łam do siebie.

Depre­sja ma waż­ną rolę, a jeśli tyl­ko się jej posłu­cha, to będzie mówić. Moż­na to zabić tablet­ka­mi i pró­bo­wać tyl­ko „prze­trwać”, a moż­na z depre­sją się zaprzy­jaź­nić i zoba­czyć, co może dać dobrego.

Przez ostat­nie dwa i pół tygo­dnia codzien­nie mówi­łam sobie, że pora coś napi­sać. Rosły wyrzu­ty sumie­nia, że tego nie robię. Rósł lęk, że spad­ną zasię­gi (szcząt­ko­we, bo dopie­ro zaczy­nam!). Wstyd, że nie dorów­nu­ję innym blog­ge­rom i że jak na star­cie robię takie nume­ry, to co będzie dalej?

Niniej­szym obie­cu­ję, że nigdy wię­cej nie będę wywie­rać na sie­bie takiej pre­sji. I będę sobą. Nie ma nic waż­niej­sze­go ponadto.

Trzy­maj­cie za mnie kciu­ki, Wasze wspar­cie i dobre sło­wa, któ­re dosta­łam od począt­ku uru­cho­mie­nia blo­ga, wie­le dla mnie zna­czą. Wie­rzę, że jesz­cze wie­le dobre­go się tu poja­wi dla Was.

💗

Asia

PS: Mam jed­ną małą proś­bę – jeśli to czy­tasz, albo czy­ta­łaś inne moje wpi­sy, daj mi znak – jaki­kol­wiek – ser­dusz­ko, lajk, komen­tarz, udo­stęp­nie­nie… Szcze­gól­nie teraz na począt­ku jest dla mnie ogrom­ną moty­wa­cją, gdy wiem, że ktoś to czy­ta, i też, co o tym myśli, czy widzi w tym coś war­to­ścio­we­go dla siebie. :)

Kon­takt: asia@rycko-bozenska.blog

Pro­jekt: simplyyourself.online

© 2012–2017 Asia Ryćko-Bożeńska

FreshMail.pl