2012-07-09 ⋅ Codzienność6 komentarzy

Spon­ta­nicz­nie przy­szedł mi do gło­wy temat uda­wa­nia – uda­wa­nia przed samym sobą, wykrę­tów i wymó­wek. Każ­dy z nas cza­sem kła­mie, ale naj­czę­ściej chy­ba oszu­ku­je­my samych sie­bie. Przy­czy­ną są – tak sądzę – lęki i… wygo­da! Z pew­ny­mi (nie­ko­rzyst­ny­mi dla nas) nawy­ka­mi jest nam po dro­dze! A mimo tego, co opo­wia­da­my wszyst­kim dooko­ła (dla wzmoc­nie­nia efek­tu ;-)), w głę­bi duszy wca­le nie pod­ję­li­śmy decy­zji, żeby nastą­pi­ła zmia­na nawy­ków.

Ja tak mie­wam. Sęk w tym, że w chwi­li, gdy zauwa­ży się to uda­wa­nie wobec samej / same­go sie­bie, gdy Bar­dzo Waż­ny Wykręt wła­śnie runął w gru­zach, nie ma już uciecz­ki. Jak tu sie­bie (i innych) dalej oszu­ki­wać, widząc, że praw­da leży zupeł­nie gdzie indziej?

Zmiany nie są wygodne!

W pew­nych spra­wach łatwiej jest pozo­stać przy obec­nym sta­nie. Zmia­na wyma­ga wysił­ku, inne­go postrze­ga­nia, nowej per­spek­ty­wy albo – nie daj boże – dys­cy­pli­ny! Tyl­ko, że potem budzisz się z ręką w noc­ni­ku, a to nie jest już takie przy­jem­ne.

Na zmia­ny nigdy nie jest za póź­no. Im dłu­żej jed­nak zwle­kasz, tym trud­niej jest wpro­wa­dzić je w życie. Intu­icja dostar­cza coraz wię­cej sygna­łów, że coś jest nie tak. Sta­ją się one coraz sil­niej­sze. Mimo (pozor­nej?) wygo­dy cier­pie­nie rośnie. A cza­sem i to nie wystar­cza, żeby wresz­cie zoba­czyć, dla­cze­go napraw­dę jest Ci źle.

Dawno temu, w innym życiu*

Byłam stu­dent­ką infor­ma­ty­ki i pra­co­wa­łam przy apli­ka­cjach webo­wych. Mniej­sza o szcze­gó­ły, jed­nak mimo tego, że była to chy­ba naj­le­piej płat­na pra­ca w moim dotych­cza­so­wym życiu, wsta­wa­łam do niej codzien­nie rano sfru­stro­wa­na, zestre­so­wa­na i prze­ra­żo­na. Zmu­sza­łam się do sia­da­nia do kom­pu­te­ra, do roz­mów na Sky­pe z pra­co­daw­cą i inny­mi współ­pra­cow­ni­ka­mi. Trwa­ło to pół­to­ra roku. Byłam znu­dzo­na (choć abso­lut­nie nie pozwa­la­łam sobie tego poczuć!).

Codzien­nie rano czu­łam, że „bra­ku­je mi moty­wa­cji” i „nie chce mi się”** tak pra­co­wać. Odsu­wa­łam na póź­niej wyko­ny­wa­nie zadań. Czu­łam wyrzu­ty sumie­nia, że mam taki sto­su­nek do tej pra­cy. Wie­le osób mogło o takiej tyl­ko poma­rzyć. Czu­łam się gor­sza od innych współ­pra­cow­ni­ków.

W dodat­ku ta aku­rat pra­ca wią­za­ła się z poro­zu­mie­wa­niem się po nie­miec­ku na obłęd­nie wyso­kim pozio­mie. Mimo mojej bie­głej zna­jo­mo­ści języ­ka byłam zmę­czo­na każ­dą nara­dą. Bałam się cią­gle, że coś źle zro­zu­miem. Cią­gle się czu­łam nie­pew­nie.

Mimo to, cią­gnę­łam tę pra­cę bar­dzo dłu­go. Nie umiem teraz z per­spek­ty­wy cza­su dokład­nie powie­dzieć, dla­cze­go tak było. Przy­jem­ne zarob­ki gra­ły tu jed­nak na pew­no bar­dzo waż­ną rolę.

Któ­re­goś dnia rano obu­dzi­łam się, i ze zdzi­wie­niem stwier­dzi­łam, że prze­cież ja nie muszę tam pra­co­wać. Ba! Ja w ogó­le nie muszę zaj­mo­wać się infor­ma­ty­ką!

Od kil­ku wte­dy lat pro­wa­dzi­łam hob­by­stycz­nie forum inter­ne­to­we o bra­fit­tin­gu – w Niem­czech, po nie­miec­ku. Byłam wte­dy zafa­scy­no­wa­na tema­tem pra­wi­dło­we­go dobo­ru biu­sto­no­szy. Mogłam z dnia na dzień zacząć udzie­lać oso­bi­stych kon­sul­ta­cji w tym tema­cie!

Jak pomy­śla­łam, tak zro­bi­łam… ener­gia pły­nę­ła. Z rado­ścią wsta­wa­łam rano. Poma­ga­łam innym kobie­tom. Byłam doce­nia­na. Robi­łam to, co kocham. To był pięk­ny czas. Czu­łam się wte­dy speł­nio­na i szczę­śli­wa.

(Potem wie­le się zmie­ni­ło, ale to już opo­wieść na oddziel­ny wpis.)

opory nie są tym, czym się wydają?

Od jutra” – dobra wymów­ka, praw­da? Albo „dzi­siaj to już na pew­no mi się uda”. Co jest takie­go w pew­nych nawy­kach, że nie jeste­śmy w sta­nie sobie powie­dzieć „po pro­stu to zrób i prze­stań gadać tyle na ten temat”.

Nie ma jed­nej recep­ty na takie sytu­acje. Mam coraz więk­sze prze­ko­na­nie, że odkry­wa­nie takich pro­gów u sie­bie jest nie­zwy­kle istot­ne. Poka­zu­ją one, że cza­sem war­to nie pędzić na oślep tam, gdzie poja­wia­ją się wymów­ki, ale zatrzy­mać się, pozwo­lić sobie na oddech. Zro­bić krok do tyłu i spoj­rzeć na sytu­ację z szer­szej per­spek­ty­wy.

Czę­sto oka­zu­je się wte­dy, że kie­ru­nek „nie jest mój”. Cza­sem drob­na zmia­na zdej­mu­je mur wymó­wek. Mam takie doświad­cze­nia, że o ile przy odczu­wa­niu opo­ru moje cia­ło jest spię­te, cięż­ko się oddy­cha, to przy odna­le­zie­niu wła­ści­wej dro­gi zaczy­nam się relak­so­wać, z rado­ścią i ener­gią dzia­łam. Wymów­ki zni­ka­ją samo­ist­nie, bo… nie są już potrzeb­ne!

Odkrywanie siebie

Kie­dy następ­nym razem poczu­jesz opór przed wyko­na­niem jakiejś czyn­no­ści, zamknij oczy, poczuj swo­je cia­ło, każ­dą jego komór­kę. A potem pomyśl, jaka może być inna dro­ga dla Cie­bie? Może cho­dzi o jakieś prze­ko­na­nie, któ­re Ci nie słu­ży? Może chcesz być teraz gdzieś indziej? Może potrze­bu­jesz robić coś inne­go? Poznać nowych ludzi?

Wyobraź sobie, co Cię przy­cią­ga. Jak się teraz czu­jesz? Jak czu­je się Two­je cia­ło?

Jeśli jest zre­lak­so­wa­ne – war­to wejść głę­biej w tę wizję i ją roz­wi­nąć. Może to wła­śnie jest nowy kie­ru­nek dla Cie­bie. Zaufaj intu­icji. :-)

Cia­ło może jed­nak nadal wyka­zy­wać obja­wy spię­cia, lęku, stre­su itp. – jeśli tak jest, war­to szu­kać dalej.

Cza­sem nie wia­do­mo, jak ugryźć taką zmia­nę same­mu, wte­dy przy­da­je się kon­takt z dru­gą oso­bą – przy­ja­ciel, psy­cho­te­ra­peu­ta, coach, tre­ner, nauczy­ciel jogi lub innej ducho­wej ścież­ki… nie zawsze zna­le­zie­nie swo­jej relak­su­ją­cej dro­gi jest oczy­wi­ste i szyb­kie.

Ale o jed­nym jestem prze­ko­na­na: war­to!


* Nazy­wam tak czas przed moim powro­tem do Pol­ski z Ber­li­na jesie­nią 2011 roku.

** Uzu­peł­nie­nie (9.06.2017): Zwra­cam uwa­gę na wyra­że­nia typu „bra­ku­je mi moty­wa­cji” lub „nie chce mi się”. W cza­sie, gdy pisa­łam te sło­wa, nie mia­łam tak dużej świa­do­mo­ści tego, że nie musi ozna­czać to zwy­kłe­go leni­stwa, ale że może być ozna­ką depre­sji i/lub wypa­le­nia. Jeśli mie­wasz regu­lar­nie takie odczu­cia, może mieć sens spo­tka­nie ze spe­cja­li­stą.


Arty­kuł zak­tu­ali­zo­wa­łam 9.06.2017.

%d bloggers like this: